
Postaci graczy należą do jednej z niżej wymienionych frakcji.
Wskazane jest, by do którejś z nich dołączyć. Korzyści z posiadania frakcji są znaczne. Przede wszystkim taka postać ma jakiś powód, żeby znaleźć się na terenie gry. Ponadto już od początku gry ma w niej jakieś zaczepienie - grupę, która traktuje ją jako "swojego" czy "swoją". Trudno również przecenić wpływ zadanej przynależności na tworzenie postaci - o wiele gorzej zaczyna się tworzenie postaci od próżni niż od jakiegoś pierwszego kierunku, który można kontynuować, lub od którego można się odwrócić. O archetypach postaci z Missisipy, Las Vegas i Texasu można przeczytać na tej stronie. Naturalnie Mistrzowie Gry zwracają uwagę przede wszystkim na te grupy i z myślą o nich przygotowują atrakcje. Gracze co roku odpowiadają za dużą część treści gry terenowej na Tornado, główna fabuła to tylko jej część - więc nie znaczy, to że po za frakcjami nic się nie dzieje. Dzieje się mniej.
Jeżeli jednak jakiś weteran LARPów małych i dużych, koniecznie chce grać zupełnie oderwaną postacią, jest to możliwe. Może być kimś przyjezdnym nie związanym z żadną dużą frakcją. Tak samo może powstać zupełnie nowa grupa, jeżeli kilkunastu graczy postanowi taką zrobić. Jednak, z doświadczenia poprzednich edycji i gier terenowych z innych konwnetów - zazwyczaj działa to niezbyt dobrze, lepiej zrealizować ten sam pomysł w ramach którejś grupy z trójki. Szczególnie elastyczni są mieszkańcy Rosendale - np. Gun Runner z warsztatem i obstawą może nie mieć nic wspólnego z Hegemonem i jego ludźmi... tak długo jak płaci podatki może spokojnie tutaj mieszkać. Tak samo Ranczer z Texasu, czy Mafioso z Vegas po za swoimi zaufanymi mógł na tą okazaję wynająć jakiegoś samotnego strzelca. Takie rozwiązanie daje pełnię swobody, bez konieczności odcinania się od wszystkich potencjalnych sojuszników.
Mieszkańcy Rosendale
Niedaleko jednego z zachowanych mostów na rzece, w bezpiecznym i nie skażonym miejscu stoi dobrze trzymające się miasteczko. Nie jest to jednak taka osada jak wszystkie w okolicy. Tutaj rządzi Hegemon z południa, który z kilkoma przyjaciółmi wyniósł się z miejsca swojego pochodzenia. Twardzi Meksykanie wyjątkowo nie zabrali się za wywarzanie otwartych drzwi - z miejscowymi dogadywali się całkiem nieźle, używając gróźb tylko wtedy kiedy faktycznie były użyteczne. Nauczyli się radzić ze skażeniem i wyrobili niezła sławę polując na mutantów. Hegemon - bo tak teraz należy się do niego zwracać - był po prostu najtwardszym sukinkotem w tej dolinie i po kilku latach okoliczni mieszkańcy to zaakceptowali. Teraz to on i jego trzech "braci krwi" rządzą i w trudnych warunkach jakie panują nad skażoną rzeką, spradza się to całkiem nieźle... jednak wyzwanie może mu zostać rzucone wcześniej niż się tego spodziewa. Ot, choćby w jego tegoroczne urodziny.
Vegas Boys
Na coroczną imprezę urodzinową organizowaną przez Hegemona przybędzie spora ekipa z "rodziny" z Las Vegas. Ta rodzinka utrzymuje z Hegemonem kontakty prawie od momentu, kiedy przestano nazywać go przybyszem. Po tragicznej śmierci pierworodnego syna (sprawa już dawna, poszła w niepamięć), don Ariatti postanowił wypromować swojego kolejnego według wieku syna, ostatniego ze spłodzonych z tą kobietą, brata pozostałych jedenastu. Młody i ambitny junior, który od kilku ostatnich miesięcy rośnie w oczach przełożonych, oficjalnie przybywa, by osobiście życzyć wszystkiego najlepszego Hegemonowi i zyskać jego sympatię, uznanie oraz wręczyć mu przygotowany przez ojca prezent. Gdzie ten prezent? Jack, ty go masz? Kto ma prezent? Nieważne. Jeszcze sie znajdzie. Nikt nie wątpi, że przy okazji Vegas będzie miało w tym miejscu jakieś interesy. Zamówione przez rodzinę półprodukty z roślin, które uprawiać można tylko na Florydzie muszą w pewnym momencie zostać przetransportowane przez Mississipy. Jak to dobrze się składa, że ma się na tej drodze zaprzyjaźnione miasteczko... tylko skąd ostatnio taki "głód" na ulicach Vegas i dlaczego ostatnia dostawa spóźnia się już prawie miesiąc?
Texańcy
Paskudne skażenie utrudniło grabież, dzięki czemu dalej można tutaj wykopać wartościowe gamble. Jednak przez to samo skażenie właściwie nic nie nadaje się do jedzenia. Rozpoczęcie handlu ze znaczącym ranczerem z Texasu było jedną z pierwszych rzeczy, którymi zajął się Hegemon. Teraz, po latach, wiąże ich osobista znajomość i ... spore coroczne zyski. Naturalnie, razem z zaufanymi przyjedzie na urodziny swojego przyjaciela. Po za regularnym biznesem, zmusza go do pośpiechu jeszcze coś. Ten dodatkowy powód wizyty, który skłonił ranczera do zwiększenia w ostatniej chwili wielkości obstawy, jest utrzymany w tajemnicy.