Archetypy Missisipy, Las Vegas i Texas

Niżej wypisane są archetypy postaci pochodzących z tych części Neuroshimowych ZSA, które mają udział w tegorocznej terenówce. Najlepiej potraktować je jak stereotypy. Zawierają trochę prawdy, ale bardzo wielu ludzi z tych terenów może mieć z nimi nie wiele wspólnego. Jak nie masz pomysłu - przeczytaj i albo wykorzystaj, albo właśnie zaprzecz temu stereotypowi.

Szczególny komentarz należy się Missisipi - Rosendale jest relatywnie lekko skażonym kawałkiem "matki rzek". Mieszkańcy nie dostają w kość aż tak mocno jak dwieście kilometrów na północ, nawet odżywiają się całkiem znośnie - dzięki handlowi z Redneckami z Texasu.

Vegas

Vegas to mieszanka mafiosów spod ciemnej gwiazdy i świrów. Gdy widzę - bez urazy – takich palantów jak ty, spluwa sama wskakuje mi do ręki. Wszędzie węszycie interes i zysk, a najlepiej, gdy można w jeszcze w coś zagrać i zgarnąć podwójną pulę. To jakaś choroba, nie wiem czym pieprznął w was Moloch, ale siadło wam na mózg i zlasowało go bez reszty. Nie potraficie żyć bez ryzyka.
No dobra, ale kilku rzeczy nie można wam odmówić. Macie farta, zasrańcy, o tym wiedzą wszyscy. Nie wiem czy to jakieś promieniowanie, czy inna cholera, ale to działa. Wtedy, dwa lata temu, zanim rozwaliłem tego palanta od drabiny, dwa razy pod rząd zaciął mi się Glock. Chłopcze, to się nie zdarza. No chyba, że akurat walisz do kogoś z Vegas. A nie uważasz tego za śmieszne, że wy wszyscy wierzycie w każdy głupi przesąd i dziecinne opowieści o duchach? A wiesz, co mnie najbardziej wkurza? Brak zasad. Wasze podejście do życia, ciągłe kantowanie i matactwa. Kombinowanie, jak zrobić krzywdę drugiemu, jak podłożyć mu nogę i zająć jego miejsce. Fakt, to daje wam niezłą odporność na działania innych. Fakt, zrobić w wała kogoś z Vegas, to sztuka. Fakt, często wychodzi na twoje, bo potrafisz ściemniać jak nikt inny. Ale nie myśl, że cię za to szanuję. Ani trochę, cholerny, zakłamany, wierzący w duchy palancie.

Texas 

Rodzina to świętość. Ziemia to świętość. Zwierzęta to świętość. Własność prywatna to świętość i prawo gościnności to także świętość.
Teksańczycy to przesympatyczni ludzie o bardzo silnych, ugruntowanych regułach życia i niesamowicie stabilnym światopoglądzie. Wierzą w co wierzą i nie dają się łatwo z tej wiary wybić. Najważniejsza jest dla nich rodzina i dom. To jedyni ludzie na ziemi, którzy ugoszczą cię, nakarmią, pomodlą się za ciebie przed snem i jeszcze dadzą prowiant, gdy będziesz odjeżdżał. Pomogą naprawić wóz, dadzą trochę leków na drogę. Zrobią to wszystko i jeszcze więcej. Zrobią to, jeśli oczywiście nie jesteś Chińczykiem, lub murzynem. Teksańczycy nie przepadają za kolorowymi. Prawdę mówiąc, nie lubią też mormonów. No i oczywiście arabów, tych to nawet bardzo nie lubią. Mają pewien uraz do mutacji, więc jeśli masz jakieś kłopoty z ciałem, lepiej jednak się nie zapędzaj w tamte strony. Mam nadzieję, że nie jesteś też zboczeńcem, to nie moja sprawa, ale oni… Aha, i lepiej, byś nie miał jakiegoś przewlekłego, zaraźliwego choróbska. Teksańczycy mają takie powiedzenie: „Chore bydło trzeba odstrzelić dla dobra całego stada”.
Poza tym są całkiem tolerancyjni. To bardzo mili ludzie. Pomogą, doradzą… Aha, zapomniałbym, nie ćpaj Tornado. Tego też nie uznają.

Missisipi

Ci, co żyją w okolicach Missisipi, to w zasadzie mutanci. Niby wyglądają normalnie… To tylko pozory. Łażą w ciężkich przeciwdeszczowych płaszczach, noszą maski przeciwgazowe i mają grube rękawice. Z daleka wyglądają o wiele gorzej niż mutanci.
Z drugiej strony, trudno im się dziwić. Missisipi to dziś najbardziej niebezpieczny teren, ta rzeka niemal gotuje się od syfu, który zawiera. Pieni się i bulgocze.
Pomyśl, właziłbyś do niej bez dobrych gumowców? Tak więc ci, którzy pracują na Missisipi, to skubańcy łażący w naprawdę grubych gumowcach.
Są odporni dosłownie na wszystko. Co prawda, rzadko opuszczają swój ukochany ściek, ale jak już ruszą swoje twarde dupsko, możesz być pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie wysyłaj ich do sprawdzania czy teren jest skażony. To, że gość z Missisipi rozbił gdzieś namiot, nie oznacza, że ty przetrwasz tam choć pięć minut. A po drugie, możesz być pewien, że koleś, który wychowywał się na tej rzece, widział naprawdę wszystko. Możesz go pytać i na każdy temat usłyszysz historyjkę. Ich opowieści są naprawdę przekonywujące, no ale jeśli każda minuta historyjki poparta jest prezentacją kolejnej blizny, trudno nie uwierzyć, nie?
Ja pierniczę, ale oni wyglądają! Życie na rzece, to nie bajka, tego jestem pewien.